Adam podążył za cichym ćwierkaniem pod stary dąb nad szumiącym strumieniem. Odsunął kapryśliwy paproc i zobaczył jeżka zwiniętego w błotnistej kałuży.
Adam otoczył dziką łapki i szepnął: "Mam cię." Jeżyk rozwinął się nieco i węsząc jego nadgarstek ciepłym, mokrym noskiem.
Deszcz zaczął szumieć na leśnym Podłożu. Adam zakręcił się, machał ramionami jak wiatrak i krzyknął: "Do widzenia!" Krople zwolniły do ostrożnego kapania, a potem zniknęły, pozostawiając idealny pierścień słońca.
Adam niosł jeżyka głębiej w las, aż znalazł pustą kłodę. Zebrał garściami suchych, chrupiących liści i ułożył miękkie legowisko. Położył jeżyka w liściach i patrzył, jak przeszukuje złoto, a potem zwija się w senny gruzełek. Las pachniał wilgotną ziemią i słodkimгниeniem.
Adam poprowadził jeżyka z cieniaste lasu na szeroki ciepły słońcem plac usłany bławatkami. Na dalekiej krawędzi pojawiła się większa jeż, wciągnęła powietrze głęboko i zrobiła dwa szybkie kroki naprzód, popychając dziecko swoim mokrym nosem.
Mały jeżyk pisnął i poturlał się w jej brzuch, a Adam ukląkł w kwiatach.
Dorosła jeżyca mrugnęła raz w stronę Adama, a potem obróciła się i pomaszerowała w wysoką trawę z dzieckiem przytulonym blisko. Adam złożył płaszcz na ramieniu, zerwał płatek bławatka z rękawa i szedł z powrotem przez złote pole ku zielonym dachom wioski, nucąc cichutką melodię.
Z linii drzew dzięcioł wybił wesołą melodię, która towarzyszyła mu aż do domu.