Pani Wiola rozwinęła wielką mapę na brukowanym placu i zawołała wszystkie dzieci. Dzieci przybiegły z piekarni, z księgarni i z parku. Zastanawiały się, po co im mapa miasta, które znają na pamięć.
– Nasze miasto nie ma legend – powiedział chłopiec. – Tylko ulice, sklepy i starą studnię. Pani Wiola podała każdemu lupy. – Więc będziemy szukać dokładniej – rzekła i poprowadziła ich ku studni za biblioteką.
Dzieci uklękły przy studni i zapatrzyły się w kamienie. Przez luny dostrzegły blade niebieskie symbole wyryte w kamieniu. Świeciły delikatnie w zmierzchu. – Każda tajemnica to zdanie – szepnęła Pani Wiola. – Zbierajmy je wszystkie.
Znaleźli wyrzezony sowa na dębie, który zdawał się mrugać wiatrem. Następnie niebieskie drzwi w ścianie piekarni — za nimi regały ze starożytnymi mapami. Pani Wiola pisała, a atrament unosił się nad kartką jak żywy.
Wieczorem usiedli w kole. Pani Wiola czytała na głos legendę, którą razem napisali. O Kamieniośpiewaczce, która ukryła magię w studni, w dębie i w niebieskich drzwiach, by chronić Miasto.
Pani Wiola przesunęła palcem po ostatnim zdaniu. Słowa oderwały się od papieru jak świetliki i uniosły w nocne powietrze. Dzieci patrzyły, nie wierząc własnym oczom.
Rano dzieci pobiegły na plac. Legenda, którą same napisali, pojawiła się na każdym latarni i w oknach sklepów — świeciła bladozłotym światłem.
Pani Wiola stała przy pierwszej latarni i śmiała się głośno. Dzieci czytają na głos własną legendę, a słowa wiją się wokół nich jak lekkie wstęgi. Miasto miało wreszcie swoją historię.